Państwo, monopol przymusu?

e_087rPraktyka władzy jest zupełnie  odmienna od jej teorii, od której nie zdołałaby jednak odejść  bez ryzyka zaginięcia: w praktyce władza mnoży się i dzieli na wszystkich szczeblach, lecz w teorii nie może się podzielić nie narażając  „swojej zdolności do zarządzania”. Ibn Chaldun dokonuje  bardzo śmiałej (chociaż zgodnej z praktykami) ekstrapolacji wersetu 22 z sury 21: „A gdyby na niebie i ziemi byli bogowie, poza Bogiem, to one uległyby zniszczeniu” [tłum. Józefa Bielawskiego], twierdząc: „polityka wymaga, aby władzę sprawowała jedna osoba.

Gdyby władza była podzielona między kilka osób, pociągnęłoby to za sobą zniszczenie całości” (s. 434). To wnioskowanie  na podstawie teologii kosmicznej wyraźnie skłania też  do ostrożności w tłumaczeniu polisemicznego terminu sijasa. Niewątpliwie  sijasa oznacza „zdobyć władzę”, sprawować władzę, „zajmować się sprawami publicznymi” wręcz, ośmielmy się użyć anachronizmu Michela Foucault, „rządomyślność”; lecz nie jest koniecznie synonimem „polityki”, jak się  ten termin często interpretuje. Jest to zasada jedności i skuteczności, a nie konfliktów usankcjonowanych i negocjowanych na podstawie zbioru zasad dopuszczonych przez państwo, które na ogół wydają się współistnieć z „polityką”.Ta  niewygodna  sytuacja,  przeciwstawiająca  sobie  radykalnie doktrynę i ideał państwa, niemniej ściśle związane, nabrała nagle wagi  w  świecie  muzułmańskim  na  przełomie  drugiego  tysiąclecia. Z jednej strony, dawno przed czasami Ibn Chalduna prawnicy opracowali skrajnie wyrafinowaną teorię, jednocześnie elastyczną i obowiązkową, która legitymizuje każde ustabilizowane państwo pod warunkiem, że należy ono do islamu rozumianego jako społeczność;  z  drugiej  strony,  znajdujący  się  na  skraju  tej  doktryny ideał sprawiedliwego kalifatu jest eksponowany bardziej niż kiedykolwiek, zresztą często przez tych samych prawników. Jak mówi Abdallah Laroui: „nie można zaprzeczyć kalifatowi jako celowi, do którego się zmierza, natomiast nie można go zatwierdzić jako rzeczywistości. Właśnie taki układ tłumaczy [postawę prawników] wobec państwa jako instytucji: mieszanka społecznego oportunizmu oraz głębokiego utopizmu”. W rzeczywistości prawnicy tak samo nie  są  w  stanie  odrzucić  państwa,  które  uznają  za  nieczyste,  jak i z lekkim sercem go legitymizować. Chociaż Ibn Chaldun w swojej teorii państwa posiłkuje się płaszczyzną doktrynalną właściwą islamowi, proponuje uniwersalny model, pod którym bez wątpienia mogłaby się podpisać pewna liczba autorów z XX wieku. I tak Max Weber twierdzi: „Państwo instytucjonalne to akumulacja dominacji o charakterze instytucjonalnym, któremu z powodzeniem udało się zmonopolizować legalną przemoc fizyczną jako środek dominacji i które w tym celu zgromadziło w rękach przywódców materialne środki zarządzania”

Czytaj dalej

Dlaczego firmy boją się działań video marketingowych?

Zakładam, że spora część czytelników tej książki może mieć ogromne obawy przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu komunikacji w formie video. Jest to bowiem nowy, nieznany dla wielu format, zdecydowanie bardziej skomplikowany niż komunikacja za pomocą zdjęć czy słowa pisanego. Istnieją jednak także mity na temat branży filmowej i efektów działań video marketingowych. Wybrałam takie, z którymi często się spotykam. Postaram się wykazać, że są niepotrzebnymi uprzedzeniami. Oto kilka najczęstszych wymówek, które słyszymy, jako agencja, podczas spotkań z klientem.

13329544_10153629394907361_2684485907058916724_o

1. „Działania video nie są wpisane w naszą strategię rozwoju”.
Im większa firma, tym bardziej sztywne reguły gry biznesowej. Jeśli dział marketingu wraz z zarządem opracowały w pocie czoła dokument, który systematyzuje działania na nadchodzący rok, to traktowany jest on często niemal jak biblia. O ile zgadzam się z faktem, że dobrze jest mieć określony rdzeń działań marketingowych, o tyle trzeba również przewidzieć możliwość jego modyfikacji w zależności od tego, co się dzieje na rynku. Jeśli bowiem Twoi handlowcy w trakcie realizowania strategii marketingowej zgłoszą, że klienci oczekują pewnych narzędzi, a te usprawnią ich posługiwanie się produktem, to dlaczego tych udogodnień nie dostarczyć? Video jest jednym z narzędzi, które znacząco ułatwiają pracę działu sprzedaży w sektorze B2B. Często handlowcom dużo łatwiej jest przedstawić materiał filmowy i pokazać, czym zajmuje się firma, niż relacjonować temat godzinami. Mając narzędzie pracy w postaci materiałów video, mogą pokazać, że są poważnymi graczami na rynku.

2. „Nasi klienci nie mają czasu na oglądanie filmów”.
To jedna z wymówek, które sugerują, że prezesi firm różnią się od innych ludzi. To absurd. Ponad połowa osób na całym świecie przynajmniej raz w tygodniu ogląda materiał video związany ze swoją zawodową pasją. Jak podaje YouTube: „Liczba godzin, które widzowie spędzają na oglądaniu filmów (czyli łączny czas oglądania), wzrosła o 60% w ujęciu rocznym — to największy wzrost od dwóch lat”. Budowanie świadomości marki i produktów to proces długotrwały i trudny, a video z całą pewnością jest narzędziem, które ułatwia zbliżenie się firmy do klienta. Firmom, które komunikują się z klientem końcowym, łatwiej jest sprzedać produkt przy użyciu video, również w obszarze B2B jest to możliwe. Często, aby zwiększyć zainteresowanie produktem u pośrednika, trzeba dać mu narzędzia, które pozwolą ten sam produkt sprzedać klientowi końcowemu. Świetnym przykładem takich działań są materiały instruktażowe marek, które sprzedają swoje produkty w sieciowych marketach budowlanych. Takie rozwiązanie może sprawić, że niezdecydowany klient wybierze właśnie Twój produkt.

Czytaj dalej

Nie bój się walczyć o marzenia!

Pylista ścieżka prowadząca do wąwozu była stroma i wąska, ale teraz, gdy niemal udało mi się dotrzeć do dna doliny, gdzie nie sięgały ostre promienie słońca, odetchnąłem, z ulgą witając powiew chłodniejszego powietrza. Był styczeń, a temperatura w ciągu dnia tylko nieznacznie przekraczała dwadzieścia stopni, ale ponieważ szedłem bardzo szybko, dobrze było znaleźć się w orzeźwiającym cieniu.

Choć wędrówka była uciążliwa, kochałem codwutygodniowy rytuał nabierania oczyszczonej wody, którą następnie zanosiłem i podawałem w Świątyni. W dół przemierzałem szlak tak szybko, jak się dało, miejscami nawet biegłem, by móc spędzić odrobinę więcej czasu przy źródle. Raz na jakiś czas towarzyszył mi Hector, który osobiście wygłaszał nad wodą słowa błogosławieństwa, choć tak naprawdę uzdrawiająca woda była darem bogów, abyśmy byli czyści i bez grzechu, gdy nadejdzie wielka powódź. To za sprawą tego oczyszczenia mogliśmy żyć w harmonii i wystrzegać się zła oraz pokus.

1200x1200_calder

Za każdym razem, gdy ktoś był ranny albo chory, przynosiłem mu dodatkową porcję wody, bo według słów Hectora choroba była głównie przejawem poważnego zaburzenia harmonii. Hector mawiał też, że choć bogowie dawali nam wodę, ona zaś pomagała w leczeniu, to ostatecznie od ich woli zależało, czy ktoś zostanie uzdrowiony, czy nie. Czasami ich wolą było przywrócić zdrowie, a czasami, jak twierdził Hector, nie chcieli tego — my zaś musieliśmy się z tym pogodzić i nie kwestionować ich wyroków. Nie było nam dane znać powodów ich postępowania; przynajmniej jeszcze nie teraz.

Tak było w przypadku Mai. Rodzice powiedzieli mi, że gdy ujrzeli jej zdeformowaną nóżkę oraz odmienne od zwykłych ludzi rysy twarzy, podawali po kilka kropel uzdrawiającej wody do jej małej, niemowlęcej buzi, ale najwyraźniej bogowie mieli swoje powody, by pozostawić ją taką, jaka się urodziła, gdyż tym razem woda nie poskutkowała.

Z kolei minionego lata, gdy podałem wodę Franklinowi Masseyowi, który skręcał się z potwornego bólu brzucha, jeszcze tego samego dnia mężczyzna nieoczekiwanie został uzdrowiony. Nigdy nic nie wiadomo.

Czytaj dalej

17 brygada – jaka jest prawdziwa historia misji w Afganistanie?

Wkrótce po naszym przyjeździe do Afganistanu świat obiegła wiadomość o zabiciu Osamy bin Ladena. Amerykański oddział specjalny Navy SEALs przeprowadził błyskawiczną akcję w jego kryjówce w Pakistanie. Okazało się, że lider Al-Kaidy żył spokojnie od lat w dużym chronionym domu kilkadziesiąt kilometrów od Islamabadu.

Afgan_projFIN

ISI i tym samym pakistański rząd musieli o tym wiedzieć. Stosunki Stanów Zjednoczony z Pakistanem kolejny raz się załamały. Choć Osama bin Laden nie miał już znacznego wpływu na religijnych bojowników, to jednak wiadomość wreszcie mogła się wydawać symbolicznym przełomem w walce z religijnym szaleństwem. Niestety nic takiego nie nastąpiło. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jedziemy w niebezpieczny rejon, w którym prowadzone są działania wojenne. Wcześniejsza – VIII zmiana polskiego kontyngentu – straciła trzech żołnierzy. Jeszcze wcześniejsza aż sześciu. Talibowie działają praktycznie w całym Afganistanie, ale najsilniejsi są na południu, w Kandaharze i wzdłuż drogi głównej. A właśnie wzdłuż tej drogi zlokalizowano polskie bazy. Na południu i wschodzie talibowie czują się najpewniej ze względu na bliskość granicy pakistańskiej. Łatwo się schronić w sąsiednim państwie. Już kilka dni po zabiciu Osamy bin Ladena talibowie rozpoczęli dużą regularną ofensywę – próbowali zdobyć Kandahar. Miasto zostało obronione, ale sam fakt, że religijni szaleńcy, których tak łatwo rozbito prawie dekadę temu, są teraz zdolni do zorganizowania szturmu na duży ośrodek miejski, pokazywał, że odzyskali siły i byli zdeterminowani, by wrócić do władzy.

Tymczasem kolejne kraje, widząc, że zwiększenie sił amerykańskich nie poprawiło sytuacji, deklarowały chęć wyjścia z Afganistanu. W Polsce też coraz głośniej mówiło się o końcu naszej misji i wycofaniu żołnierzy. Wojna zmęczyła już wszystkich. Trwała już prawie dziesięć lat, nie widać było jej końca, co gorsza – sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Opinia publiczna była co chwila zasypywana informacjami o zamachach i śmierci zachodnich żołnierzy. W Polsce toczyła się sprawa Nangar Khel. Przed sądem stanęli polscy żołnierze, którzy podczas patrolu w prowincji Paktika w sierpniu 2007 roku ostrzelali wioskę. W wyniku ostrzału zginęło sześć osób, trzy zostały ciężko ranne. Wśród poszkodowanych były kobiety i dzieci. Żołnierze zostali oskarżeni o dokonanie zbrodni wojennej. Dziś już wiemy, że ten zarzut się nie potwierdził. Ludzie chcieli powrotu żołnierzy do kraju, politycy byli w przededniu podjęcia decyzji o zakończeniu naszego udziału w operacji afgańskiej.

Czytaj dalej

Rowerowa fizjologia: jak działa Twój rower?

Jeśli naprawdę chcesz własnoręcznie naprawiać rower i przeprowadzać różne działania serwisowe, nie wystarczy Ci sama świadomość tego, jak powinno się wykonywać pewne procedury. Musisz mieć bogatą wiedzę na temat wszystkich komponentów rowerowych. Pomyśl: kardiolodzy musieli nie tylko analizować pracę serca, ale i uczyli się, jak funkcjonuje cały organizm. Przecież ludzkie ciało jest złożonym organizmem, na który składają się współdziałające ze sobą różne układy (krwionośny, nerwowy itp.). Aby móc wykonać operację na sercu, lekarz musi wiedzieć, jak serce współpracuje z elementami układu krążenia, systemu nerwowego i innych układów.

Nie chodzi o to, że twierdzimy, iż rower jest choćby w przybliżeniu tak złożonym i skomplikowanym mechanizmem jak ludzkie ciało, ale prawdą jest, że składają się na niego różne systemy. Jeśli zrozumiesz, na czym polega zmiana biegów, jak pracują łożyska, jak zmniejszyć tarcie i jak dzięki linkom przenosi się siłę nacisku dźwigni na klocki hamulcowe oraz przerzutki, nie tylko będziesz mieć pełne prawo, aby podawać się za pozytywnie zakręconego pasjonata sportów rowerowych, ale i lepiej zrozumiesz procedury prawidłowej konserwacji i naprawy roweru. Jeśli przyjdzie Ci wymienić linkę, zrobisz to z większą pewnością siebie wówczas, gdy będziesz wiedzieć, jak linka współpracuje z manetkami sterującymi pracą przerzutki i przekładni, z dźwignią hamulca czy klockami hamulcowymi. Wiedza na temat działania poszczególnych mechanizmów przyda Ci się również wtedy, gdy konieczne okaże się naprawienie niesprawnego roweru gdzieś na poboczu drogi — gdy trzeba będzie zdiagnozować problem lub znaleźć jakieś zaimprowizowane rozwiązanie.

Czytaj dalej